6°C pochmurno z przejaśnieniami

Dylemat życiowy Ursusa: sypialnia czy przemysł? A może znów osobne miasto?

Inwestycje, Dylemat życiowy Ursusa sypialnia przemysł może znów osobne miasto - zdjęcie, fotografia

Ursus ma naprawdę dylemat…

Być sypialnią, konsekwentnie inwestując wyłącznie w tzw. infrastrukturę rodzinną (żłobki, przedszkola, szkoły, place zabaw, hale sportowe, baseny, domy kultury itd., itp.), która pozwoli żyć mieszkańcom dzielnicy wygodniej i bardziej twórczo: po pracy, rzecz jasna? Czy jednak – idąc za sentymentem starszych mieszkańców, choć i coraz większej liczby młodych – ściągnąć inwestorów, którzy COŚ wybudują, stworzą miejsca pracy i jakąś poważną liczbę tutejszych obywateli i ich rodziny zwiążą z sobą tak, jak kiedyś Zakłady Mechaniczne Ursus.

Wspominanie lat minionych jest w gruncie rzeczy bezproduktywne, jeśli służy tylko celom politycznym. Takim piętnem dawna fabryka traktorów jest obciążona. Słusznie? Niesłusznie? Myślę, że teraz jest to już  nieważne. Zostawmy to uczciwym historykom. Ważniejsza bowiem jest refleksja nad tym, co było dobrego, kulturotwórczego i integrującego w tych dawnych zakładach, których mit przetrwał i odżywa w młodych pokoleniach.

Sprawa wydaje się w gruncie rzeczy prosta… Jedność miejsca pracy, zamieszkania i wypoczynku. To wartość niezwykle w życiu ludzi ważna. Jeśli bowiem tak jest, uwalnia to ileś wolnego czasu, który można poświęcić rodzinie, sobie samemu – rozwojowi obywatela!

Dziś Ursus tej jedności nie zapewnia. Większość z jego mieszkańców pracuje poza swoim miejscem zamieszkania. Traci czas na dojazdy: 2-3 godziny dziennie! Niektórzy 4! Wyobrażacie to sobie Państwo? O ile bogatszymi wewnętrznie byliby ursusiacy, gdyby ten czas (choćby połowę) poświęcili sobie.

Burmistrz Ursusa, Urszula Kierzkowska, mówiąc o rozwoju dzielnicy, kładzie nacisk na inwestycje oświatowe i kulturalno-rekreacyjne. Na ściąganie inwestorów, którzy będą budować nowe osiedla i likwidować „dziurę” po fabryce traktorów. I to jest OK. Model dzielnicy-sypialni tego wymaga. Ale…

Czy Pani Burmistrz pamięta wizytę brytyjskich studentów, którzy zaplanowali dla Ursusa nowoczesne przemysły, bez trucizn, zanieczyszczeń, dymów i innego badziewia, które odchodzi już do historii? Bo nowoczesne przemysły są naprawdę coraz bardziej ekologiczne, czyste i oszczędne energetycznie. Kiedyś ZM Ursus zjadały większość miejscowej energii. Teraz nowoczesny zakład może tę energię produkować na potrzeby mieszkańców!

W Klubie Dyskusyjny Myśli Politycznej w czerwcu tego roku debatowano nad przyczynami „upadku” fabryki traktorów. W dyskusji brali udział m.in. Janusz Ściskalski - w pierwszej połowie lat 90-tych XX wieku dyrektor generalny ZPC "Ursus" - i Andrzej Kierzkowski - ostatni szef zakładowej "Solidarności". Tej dyskusji, gorzkiej we wnioskach, nie będę wspominał. Jeden tylko cytat z wypowiedzi Ściskalskiego: „Kiedyś spotkaliśmy się z ministrem Syryjczykiem. Powiedział nam wtedy, że polityka gospodarcza państwa nie
ma prawa istnieć. To rynek musi rządzić gospodarką . A jak ten neoliberalizm pomógł Unii Europejskiej, która potrzebowała rynków zbycia, a nie konkurentów na rynku, to widzimy”.

Z tej dyskusji – żywej w rodzinach – rodzi się wyraźna potrzeba naprawienia błędów. Fabryki traktorów nikt tu nie wróci. Ale Ursus, ze swym potencjałem intelektualnym i etosem pracowniczym, może być dobrym miejsce na nowe inwestycje. Co ciekawe – potwierdza to dr Krzysztof Nawratka, który gościł w naszej dzielnicy ze wspomnianymi brytyjskimi studentami – nowi, napływowi mieszkańcy Ursusa, poznając jego historię, m.in. dzięki Googlom, o czym pisaliśmy, stając się patriotami tego miejsca, zaczynają myśleć o nim nie tylko jako o sypialni. Ceny mieszkań niższe niż gdzie indziej w stolicy? OK. Życie codzienne tańsze niż innych dzielnicach? OK. Coraz lepsza infrastruktura rodzinna? Jeszcze bardziej OK. Ale czasu mało!

- Trudno tak tylko przelatywać przez swoje miasto! – mówi Janusz Kacperski, mieszkaniec Niedźwiadka. Bo Ursus, choć dzielnica, to nawet w mentalności nowych mieszkańców – osobne miasto.

- A miasto – mówi sąsiad Kacperskiego, Grzegorz Nawalski – musi mieć swój przemysł.

Po tej krótkiej wymianie zdań wrzucam temat do dyskusji na kolejnym spotkaniu Klubu Dyskusyjnego Myśli Politycznej: „Ursus – na powrót oddzielnym miastem”. Bo ma taką mentalność, bo ma taką tradycję i tylko… koni, koni żal! A one są, trzeba tylko po nie sięgnąć. Jeśli miasto Ursus wydzieli na swoich obrzeżach, jak to zrobiła np. Brodnica, którą znam, tereny pod przyszłe zakłady przemysłowe, to chętni inwestorzy się znajdą i… z całą pewnością zechcą zaspokoić nostalgiczne potrzeby ursuskich pokoleń, mając w nosie niegdysiejsze poglądy ministra Syryjczyka…

No i dobrze. Powiedzmy sobie szczerze: Ursus chce być miastem! Chce? Otwieramy dyskusję…

 

WOJCIECH PIELECKI

 

Fot. fotopolska.eu

 

 

Dylemat życiowy Ursusa: sypialnia czy przemysł? A może znów osobne miasto? komentarze opinie

  • gość 2016-12-28 13:05:13

    Bardzo trafny artykuł. Niestety dzielnica dba wyłącznie o interesy firmy, która odkupiła za bezcen grunty od syndyka masy upadłościowej i ignoruje interesy przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w miejsca prace a nie w kolejne blokowiska. Wystarczy przyjrzeć się zatwierdzonemu planowi miejscowemu dawnych ZM Ursus - rozwiązania abstrakcyjne jak w filmie Barei a niestety my za nie zapłacimy z naszych podatków.

Dodajesz jako: Zaloguj się